|
|
...::: PASJONACI - HOBBYŚCI :::...
Trwać przy korzeniach
- Chcecie poznać ciekawych ludzi, znaleźć interesujące tematy? - mówi znajomy - wybierzcie się do państwa Okasów
w Zofiowce.
Korzystam z podpowiedzi i wkrótce jadę na pierwsze spotkanie. Wita mnie sympatyczny, starszy pan, a widząc mój zachwyt nad
otoczeniem, zaprasza na spacer po ogrodzie. Wszędzie kobierce pięknych, puszystych trawników. W pobliżu bramy, wśród
krzewów, kilka oryginalnych rzeźb, mówiących o pasji gospodarza. Dalej ozdobny skalniak z ciekawymi okazami roślin,
warzywnik, gdzie królują dorodne borówki amerykańskie, w pobliżu plantacja aronii z ogromną ilością wyjątkowo dorodnych
owoców, pasieka i uroczy zakątek wśród okazałych iglaków, gdzie odwiedzający latem goście mogą rozbić namiot. A wszystko
otoczone wspaniałym lasem, który miejscami wdziera się aż na działkę.
- Ta posiadłość to spadek po moim teściu, Józefie Trzebskim, który przez wiele lat był tu leśnikiem.
Miałam szczęście znać przed laty pana Trzebskiego, bardzo przystojnego brodacza, w eleganckim mundurze, wspaniałego
gawędziarza. Niestety już nie żyje. Z boku działki, tonący w różach niewielki domek, z wyrzeźbionym napisem OKASÓWKA,
do którego zaprasza przemiła gospodyni - pani Bożena Okasowa.

Rzeźby są dosłownie wszędzie. W ogrodzie... fot. Jordan Busiakiewicz
Po krótkiej, wesołej rozmowie, czuję się jak u przyjaciół, których znam od lat. Pani domu oprowadza po stylowo
urządzonych, pięknie wykończonych drewnem pomieszczeniach. Nie widzę niczego tylko rzeźby, rzeźby, rzeźby... Są wszędzie,
w każdym pomieszczeniu: na ścianach, półkach, meblach - niezliczona ilość przeróżnych postaci ludzkich. Zwyczajni, prości
ludzie, przeważnie wieśniacy z sumiastymi wąsiskami i brodami, jedni łysi inni z dorodnymi czuprynami, czasem w zabawnych
kapeluszach na głowach; są wiejskie baby w chuścinach, muzykanci, zakonnicy, święci, ale i figlarne diabliki. Całe
postacie, popiersia, lub tylko głowy. Niezwykłe i niepowtarzalne. Można je podziwiać godzinami, patrzeć na przeróżne
twarze, odgadywać typy ludzkie, ich stany psychiczne i nastroje. Wszystkie pokryte piękną polichromią - co jak objaśnił
pan Władysław - jest specjalnością małżonki. Ona podkreśla urodę, czar, zadumanie.

...i w domu fot. Jordan Busiakiewicz
Pani Bożena częstuje aromatyczną herbatą i słodkimi wypiekami. Oglądamy fotografie rodzinne, a gospodarz snuje barwne
opowieści. Początkowo o wojnie, w której zginęli dwaj bardzo młodzi Trzebscy, 19 - letni Jasiek i 21 - letni Zbyszek, o
odszukaniu ich grobów na Białorusi w 50 lat po śmierci, później o białoruskich Polakach, o podróżach po świecie, a każdy
temat, to materiał na oddzielny artykuł.
Proszę, by zechciał opowiedzieć coś o sobie. Po chwili namysłu mówi:
- Urodziłem się we wsi Jadowniki koło Tarnowa. Ukończyłem studia i rozpocząłem pracę w szkole. Początkowo w podstawowej,
później średniej, a następnie przez wiele lat w Studium Nauczycielskim w Łodzi, gdzie byłem najpierw zastępcą a potem
dyrektorem. Pracowałem także w Instytucie Kształcenia Nauczycieli, szkoliłem wielu młodych metodyków, hospitowałem wiele
zajęć praktyczno-technicznych, które zawsze mnie pasjonowały. Ale wówczas była praca i na własne przyjemności brakowało
czasu.
- Kiedy przeszedłem na emeryturę, organizowałem ośrodek gimnastyki korekcyjnej dla dzieci, gdzie byłem społecznym
dyrektorem. Z czasem znalazły się etaty, przekazałem to innym i wreszcie trochę czasu dla siebie. Marzyłem, by robić coś
interesującego. Spróbowałem rzeźby.
- Początkowe prace były bardzo proste, ale przybywało doświadczenia. Z czasem kwestia innego spojrzenia na drewno
zacząła dawać możliwość lepszego wyrazu. Rzeźbię w lipie, trochę w brzozie i tylko małe figury, gdyż te nie wymagają
specjalnego warsztatu. Wystarczy parę dłutek, nożyków i noży, zaciszny kątek i wiele cierpliwości. Rzeźbię dla
satysfakcji, relaksu i wypełnienia wolnego czasu.

Tryptyk wykonany przez pana Władysława fot. Jordan Busiakiewicz
- Najwdzięczniejszymi odbiorcami są dzieci. One bardzo trafnie odbierają rzeźbę, określają jej urok, piękno i... często
dostają w prezencie. Są i starsi miłośnicy, którzy czasem wypraszają. Ponad 200 rzeźb wyjechało do Anglii, Francji, Stanów
Zjednoczonych, Kanady. W większości były to prezenty. Sprzedaż jest zaledwie śladowa.
- Tematów szukam we wspomnieniach z dzieciństwa, w literaturze, w życiu codziennym. Chcę utrwalić to, co odchodzi.
Dlatego rzeźbię kobiety wiejskie - ot, choćby ta, robiąca masło w kierzonce, muzykantów, kapelę. Chcę przez rzeźbę ocalić
pewne rzeczy od zapomnienia.

Płaskorzeźby pokrywają także ściany mieszkania... fot. Jordan Busiakiewicz
- Gromadzę także różne proste, wiejskie przedmioty i narzędzia. Zamierzam utworzyć skansen, aby młodzi ludzie mogli je
obejrzeć, poznać, a w konsekwencji uczyć się historii, kultury. - Mam sochę, międlicę, cierlicę, szczotki do czesania lnu,
kamienie od żarn, pługi, brony, kołowrotki, lampy, żelazka, moździerze. Myślę, że wkrótce to wyeksponuję i udostępnię
zainteresowanym.
- W przeciwieństwie do wielu - nie kryje pan wiejskiego pochodzenia?
- Wręcz przeciwnie. Jestem bardzo związany z moją wioską i jej mieszkańcami. Przekazałem im wiele rzeźb, utrwaliłem wielu
sąsiadów i znajomych. Jedną z moich książek, a wydałem ich kilka, poświęciłem właśnie rodzinnej wsi - JADOWNIKOM.
Na pożegnanie, ku miłemu zaskoczeniu - otrzymuję dwie rzeźby - wiejską madonnę i diablika OKASA. Dziękuję za ciekawą
rozmowę. Odjeżdżam w przekonaniu, że wkrótce spotkamy się ponownie.
Emilia Cicha
|
|
|