|
|
...::: TUSZYŃSKA "WOJNA TRZYDZIESTOLETNIA" :::...
W wiek dziewiętnasty wkraczał Tuszyn jako wegetujące i tkwiące w jakimś marazmie miasteczko. Była to właściwie już
zbiedniała wieś, nie pozbawiona jeszcze całkowicie atrybutów miejskości. Podstawą utrzymywania się miasta był dochód
uzyskiwany z pędzenia i szynkowania gorzałki. Miasto pogrążone w uśpieniu, wiodło istnienie bez ambicji i aspiracji, ot
taka "chandra unyjska w mordobłjskim powiecie" - jak pisał w swym wierszu Julian Tuwim. Epoka przemysłowego boomu przeszła
jakby mimo Tuszyna, chodź w bliskim sąsiedztwie wyrastały w amerykańskim tempie przemysłowe metropolie wieku pary i
elektryczności. Jak w soczewce w życiu Tuszyna skupiła się typowym przykładem cała postępująca degradacja i rozkład
carskiego imperium. Bezcennym dokumentem tej epoki jest rozprawa Wawrzyńca Surowieckiego, z roku 1810, nosząca tytuł "O
upadku przemysłu i miast w Polsce", w której charakteryzuje Tuszyn jako "miasteczko od wioski nędzniejsze" i wraz z innymi
upadłymi miasteczkami uznaje za "nędzną mieścinę o przedmieściach zagubionych, ulicach bez domów, pustym rynku,
zdezelowanym ratuszu". Można dziś na podstawie tego już lat prawie dwieście liczącego dokumentu wyrobić sobie zdanie, że z
powodu jakiegoś tumiwisizmu mieszkańców w połączeniu z macoszym traktowaniem przez władze, dziewiętnastowieczny Tuszyn
zastygł w bezruchu, mimo iż wokół pędził przemysłowy postęp, oparty na ludzkiej operatywności i inicjatywach, wspartych
koniunkturą i techniką. W takich okoliczny ściach, kiedy miasto utrzymywało się głównie z podatków od propinacj, musiały
nieubłaganie zetrzeć się kontrowersyjne interesy różnych lobby, szczególnie między mieszczanami, którym uparci i nie
cofający się przed żadnym matactwem Żydzi, sprzątali sprzed nosa intratne źródła dochodów, a tymiż starozakonnymi
intruzami, określonymi przez burmistrza Paczuskiego jako "przemyślne i pieniędzy niesyte plemię Izraela", w piśmie do
registratury policji, wysłanym w trybie skargi, na ręce komisarza obwodowego, w roku 1817. Wojna o dochody z wódki była
prowadzona głównie na reskrypty, dochodzące przez palestrantów przed oblicze trybunału w grodzie Piotrkowa. Toczyła się w
ferworze zaciekłości ze strony tuszyńskich mieszczan a niesłychanego tupetu i matactw prawnych ze strony Żydów. Pełni
majestatu mieszczanie podnoszą w swych skargach trybunalskich "podstęp starozakonnych, dybiących na zgubę miasta i
pomnażających nierządności, dla zguby obywateli" i "mnożących bezprawie, utrzymaniem siebie obywateli obarczające".
Regulujący sprawę propinacji dekret asesorskiego sądu, z maja 1782 roku, głosił już, że "propinacja w Tuszynie regulowana
uchwałami miejskimi i wolą społeczności być winna, a pożytki ogółowi przynosić". Dokumenty konstytucyjne z lat 1538,1562,
1565, 1768 stwierdzały wyraźnie, że Żydzi zamieszkujący w miastach są elementem tylko tolerowanym i winni każdorazowo
zawierać z władzami municypalnymi jednostkowe umowy tyczące ewentualnego udzielania zezwolenia na wykonywanie przez nich
rękodzieła i to tylko niektórych, deficytowych zawodów. Szczególnie pismo z roku 1776 wzbraniało Żydom raz i na zawsze
trudnienia się wszystkimi czynnościami związanymi z propinacją. W rok później, edykt królewski z 24 czerwca 1777 roku
wydany w związku ze sporem Żydów ze starostą tuszyriskim, wyraźnie stwierdza w tej materii: "Żydzi miasteczka Tuszyna
przywilejów gorzałczanych nie posiadają, co My król niniejszym deklarujemy i stwierdzamy, że pod żadnym pretekstem
propinować nie powinni, nawet jeżeliby równemi z mieszczanami prawami zaszczyceni byli". Projekty Hugona Kołłątaja także
zabraniały Żydom szynkowania, dzierżawienia browarów, król Stanisław August Poniatowski nie dozwalał Żydom nawet na
arendowanie karczmami. Główną winą za to, że Żydzi nie respektowali prawa o propinacji, cytowany wyżej Surowiecki obarcza
starostów, którzy: "...upojeni szczęściem pomnażania własnych fortun, przekupieni przez Żydów ..., stali się z opiekunów
miast... ich gwałcicielami, łupiącymi ich przywileje i odzierającymi miasta z warunków do życia, przez kupczenie i dawanie
w pacht przywilejów mieszczańskich żydowskiemu, przechernemu pospólstwu". Szczególnie "zasłużył się" miastu w dziedzinie
odzierania mieszczan z ich przywilejów i kupczenia z Żydami, starosta książę Czetwertyński.
Dekret sądu asesorskiego z dnia l maja 1782 roku, w sprawie o sprzedaż przez Czetwertyńskiego prawa do propinacji Żydom,
wyrokujący w sporze wniesionym do tegoż sądu przez mieszczan miasta Tuszyna, wyraźnie stwierdza "his pactis judaei
civibus" (jego układy ze społeczeństwem żydowskim), pozostające "sub poenis ac rigoribus" (pod rygorami karnymi). Dopiero
ten dekret usunął Żydów od propinacji, którą arendowali od początku XVIII wieku. Po dostaniu się Tuszyna pod władanie
pruskie, spór mieszczańsko - żydowski rozgorzał na nowo. Rzecz doszła do najwyższej pruskiej kamery wojenno-ekonomicznej w
Kaliszu, do której tuszynianie wielokrotnie wnosili skargi, że: "Żydostwo wkracza bezkarnie w sposób przeciwiający się
prawu w przedmiot głównych dochodów mieszczan: przemysł propinacyjny". Kamera, z typową pruską dokładnością orzekła, że
wprawdzie Żydzi mogliby w zasadzie zająć się propinacją, ale utrzymała w mocy prawo o: "nietolerowaniu więcej Żydów w
Tuszynie" i zabroniła im mieszkać w mieście, przez co problem sam się rozwiązał. Imiennie orzekał w tej sprawie radca
wojenno-podatkowy Dietrich w Piotrkowie, w imieniu władzy w Kaliszu. Zaś departament finansów Prus Południowych w piśmie
do kamery wojenno-ekonomicznej w Kaliszu ze stycznia 1800 roku, zdecydowanie nieprzychylnie odniósł się do pretensji
żydowskich w sprawie propinacji. Dalej w roku 1801, kamera kaliska orzekła, że "dzierżawienie miejskich propinacji w ręku
Żydów zostawione, nic warte i mastom szkodliwe".
Listopad 1802 roku - Żydzi tuszyńscy złożyli zażalenie do justzamtmana (urzędnik ds. prawniczych) Schaffengera, że
czterech z nich trudniło się już propinacją w latach 1754 -1765, wykorzystując do tego celu place, na których później
wybudowali sobie domy. Byli to: Aaron Fiszer, Jakób Hecht, Jeszajahu Szulc oraz Izrael Zysman. Jednak nie przedstawili na
ten fakt koniecznych dowodów, a jak się później okazało w rzeczywistości propinacją zajęli się w roku 1799. W grudniu 1802
roku kamera kaliska nadal nakazała "uczynić w Tuszynie, ażeby nadal żaden Żyd prawa propinowania nie przywłaszczał sobie".
Popiera to stanowisko także następny reskrypt kamery kaliskiej z marca 1804 roku. Już w kwietniu tego samego roku,
burmistrz Tuszyna, Wache uzyskuje prawo od komisarza Dietricha, by przeprowadzić represje przeciw Żydom używającym do
propinacji gruntów miejskich, karczem starościńskich. Przymuszono Żydów do wydzierżawienia swych praw propinacyjnych
chrześcijanom. Odmówiono nawet, w roku 1805, wydania Żydowi Fiszerowi pozwolenia na uruchomienie przez niego zbudowanego
browaru. Represje poszły wobec Żydów tak daleko, że zakazano im fabrykowania i wyszynku... miodu pitnego, motywując, że
"sfałszowanie trunku wodą łacno przyjść może a dozór w tym względzie trudny".
Rok 1806 przynosi zakończenie pierwszego etapu wojny o propinację, powstaje wtedy wyszynk Icka Eiznera, który w
przyszłości miał zostać największym propi-natorem w Tuszynie. Rozpoczynająca się epoka Księstwa Warszawskiego cechuje się
obejmowaniem przez Żydów arend propinacji dominialnych (produkcji i wyszynku wódek w dobrach prywatnych i karczmach
należących do szlachty). W związku z tym, zaczyna się długi korowód matactw, intryg, przekupstw urzędników ł zakulisowych
machinacji oraz zabiegów łapówkarskich. Już w miesiącu maju 1807 roku żali się burmistrz Tuszyna do Komisji Gospodarczej
Powiatu, że posiadacz starostwa tuszyńskiego Markowski... powierzył arendowanie Żydom aż w trzech, należących do niego
karczmach, położonych na terenie miasta Tuszyna, pisząc "...które to arendy wielce szkody poczynią, bo naród starozakonny
mając tajemnic pełne i niedocieczone układy, przekupiwszy urzędników, łacno do miasta trunki wprowadzić może". Głównymi
szkodnikami burmistrz Kostrzewski uznał Hechta, który wyszynk uskuteczniał na gruncie wójtowskim i Eisnera. Obaj oni byli
dzierżawcami propinacji starościńskiej i proboszczowskiej! Niekiedy zdarzało się i tak, że chrześcijańscy producenci wódki
popierali Hechta i Eisnera. Tak się stało w maju 1808 roku, kiedy do magistratu miasta przybyła delegacja szynkarzy, w
składzie: Dominik Gogolewski, Wojciech Liszewski i Piotr Serwaczyński, wraz z Hechtem i Fiszerem, prosząc wspólnie o...
podwyższenie ceny na gorzałkę i piwo. Magistrat zalecił w tej sprawie, by "żaden taniej ani drożej sprzedawać nie ważył
się". Propinatorzy wzajemnie ustanowili nawet karę umowną w wypadku przekroczenia urzędowej ceny, na 10 zł, wpłacaną jako
karę policyjną.
Warto przytoczyć ówczesne ceny. Garniec piwa kosztował groszy 12, kwaterka wódki ordynaryjnej (zwyczajnej) - również
groszy 12. Kwaterka wódki mocnej - groszy 18, bochenek chleba żytniego o wadze nieco powyżej 3/4 kg - 6 groszy, funt mięsa
wołowego -12 groszy, baraniny - 12 groszy a wieprzowiny - 15 groszy. W Polsce w XIX wieku funt = 0,5 kg.
Wszczęty w lutym sądowy spór o propinację, mimo że strony mieszczańska i żydowska złożyły protokół z oświadczeniami,
załączając aneksy - nie ujrzał wokandy, ponieważ "za sprawą chachmęctw żydowskich, tenże protokół złożony w prześwietnej
prefekturze ... z nagła zaginął" - jak oznajmia pismo wyjaśniające sprawę. Doszło do tego, że od świąt Wielkiej Nocy roku
1808, gorzelnie miejskie w Tuszynie zaprzestały produkcji z braku zbytu, ponieważ jak wyjaśniono: "żydy coraz bardziej
rozszerzali się w propinowaniu i wyszynku". Radykalne zmiany w tej materii przynosi styczeń 1809 roku. Urąganie prawu o
propinacji ze strony żydowskiej jest tak widoczne, że wymaga radykalnych posunięć ze strony władzy. Prefektura policji
departamentu nakazała usunąć Żydów od udziału w produkcji okowity i jej szynkowania od dnia 24 VI tegoż roku. Jednak i ten
zakaz pozostał jedynie aktem na papierze. Hecht i Eisner dla obejścia prawa przybierają sobie po aryjskim wspólniku.
Ministerstwo spraw wewnętrznych zabroniło posiadaczom dzierżawiącym dobra narodowe i królewskie, poddzierżawiania Żydom
karczem. W roku 1810 oskarżono nawet posiadacza starostwa, Arendta o wydzierżawienie propinacji... Eisnerowi. Ale nic się
naprawdę nie zmieniło. Żydzi arendowali wyszynk w karczmach starościńskich, we własnych domach w Tuszynie, pędzili
gorzałkę we wsi Rydzyny i w wyszynku proboszczowskim w Bądzynie. Nikt nie był w stanie egzekwować poszanowania dla prawa.
Papierowa batalia wydawała się mieć wynik nierozstrzygnięty. W sierpniu 1810 roku, kramarz tuszyński Szaja Szulc, zwraca
się z prośbą o udzielenie mu zgody na wyszynk i wyrób miodu pitnego w domu własnym, w mieście. Dzień 15 września przynosi
Żydom zezwolenie na produkowanie i wyszynk alkoholu we ... własnych browarach i gorzelniach, gdyż "wzbronienie onym owego
prawa byłoby sprzeczne z duchem Konstytucji i Kodeksem Praw Księstwa Warszawskiego". Jak wiemy, obowiązujące w tym czasie
prawo, oparte na francuskim Kodeksie Napoleona, było niezwykle liberalne, zrównujące wszystkie wyznania wobec prawa - w
duchu masońskiej doktryny Rewolucji Francuskiej i jej haseł: "wolność - równość - braterstwo". Jednak mieszczanie
tuszyńscy, zagrożeni w swoich żywotnych interesach przez kapitał żydowski niewiele sobie z prawa robili. W czasie pobytu w
Kaliszu, burmistrz Tuszyna, w lipcu 1811 roku, otrzymał polecenie ... ustne, by "tamował wszelkie Żydów poczynania w
propinacji". Gorliwy burmistrz tak bardzo serio zabrał się do wykonania dyrektywy, że powróciwszy do miasta osobiście z
asystą poszedł do Hechta i siłą zabrał przykrywę kotła służącego do warzenia gorzałki. Doszło do tego, że krewki prezes
rady miejskiej, Busiakiewicz, chadzał samotrzeć z drabem miejskim i żandarmem dokonywać rewizji szynków żydowskich.
Definitywnie prefekt departamentu zakazał Żydom propinacji w lipcu 1811 roku, ale i ten dekret nie był egzekwowany. Nie dały pozytywnych skutków nawet organizowane przez miasto eskapady karne. W listopadzie tegoż roku, na jednym z jarmarków, starozakon-ni szynkarze zorganizowali otwartą demonstrację, popierani przez możnego urzędnika ze starostwa, niejakiego Cha-bielskiego. Teraz już miały miejsce zajścia gorszące. Podczas przybycia do Tuszyna Komisji Sądowej, do której zwróciło się mieszczaństwo i władze miasta o "poskromienie zuchwałości Żydów tutejszych", słynny już Hecht, publicznie jął lżyć burmistrza, ufny w swych mocodawców i jawnie przepowiadając mu, że "na stołku burmistrza długo już nie osiędzie". Nie mogli sobie z tą sprawą poradzić nawet trzej znakomici palestranci: Buyno, Turno i Kotkowski, bowiem pod koniec października minister spraw wewnętrznych rozstrzygnął sprawę po myśli Żydów. Znokautowane taką decyzją miasto mogło już tylko wystosować do tegoż ministra: "suplikę o miłosierdzie wobec przeszło stu obywateli zubożonych przez Żydów, którzy przecie podlejsi są niż rodacy w miłości do Ojczyzny". W wypadku nieprzychylenia się do ich petycji, tuszynianie grożą tymi słowy "w wypadku pozbawienia nas przywilejów od wieków zatwierdzonych, przymuszeni bylibyśmy płakać i narzekać na rząd teraźniejszy, bez konsolacji niejakiej i ratunku". I dalej: "my jedynie z rolnictwa i propinacji utrzymujemy się, nie mając handlów żadnych ani manufaktur (...), gdy Żydom prawo propinacji przypadnie, ze szczętem miasto zmarnieje (...) chrześcijanom sposób życia całkiem odbiorą". Ale władze najwyższe głuche były na supliki i lamentacje. Grudzień 1811 roku przynosi korzystny wyrok podsędka dla Hechta. Aliści prefekt policji departamentu wyjednał u ministra i przed trybunałem w Kaliszu wstrzymanie wykonania wyroku, co równało się wygranej - przynajmniej chwilowo - mieszczan tu-szyńskich. Po tym incydencie Żydzi zhar-dzieli i odgrażali się miastu pozwaniem bu-
rmistrza przed sąd podsedkowski. Równolegle toczył się proces Mateusza Busiakiewicza, prezesa Rady Miejskiej miasta
Tuszyna, przeciw Hechtowi. Przedsięwzięcie to arcykosztowne, bo miasto musiało zapłacić koszta procesowe w wysokości 591
zł, co było wtedy astronomiczną sumą z uwagi na niebywałe zubożenie miasta. W roku 1812 wkroczyły do Księstwa
Warszawskiego wojska rosyjskie, Żydzi wręczyli potężne łapówki - w zamian protekcji - samemu komendantowi powiatu
Ostapience, który gardząc Żydami nie gardził natomiast ich złotymi rublami, które obfitym strumieniem ciekły do jego
prywatnej kieszeni. Jasne, że wobec takiej protekcji, zakazy podprefektury przeciw Żydom, były nieskuteczne. Postanowienie
królewskie wydane w październiku 1812 roku, odbiera Żydom możność prodifkcji alkoholi w karczmach i zamieszkiwania w nich.
By! to pierwszy skuteczny cios w spekulację żydowską na propinacji, aliści następne zarządzenia Namiestnika z lat 1816,
1818, 1820, 23, 25, 26, 27... przedłużały z roku na rok wolność szynkowania. Niekonsekwencja w egzekwowaniu prawa
sprawiła, że wszelkie zakazy nie były respektowane.
W ciągu lat 1812 - 1814, w sercu Tuszyna, na placach zakładano szynki i gorzelnie "nawet komornicy wzięli się do
szynkowania (komornicy - mieszkali na komornym, nie posiadali własnych domów), przez co sposób życia chrześcijanom
zupełnie odjęli" i dalej w piśmie do ministra spraw wewnętrznych, Mostowskiego "my, obywatelowie miasta przez Żydów dalece
ukrzywdzonego żalim się, że Żydzi tak bardzo się już w mieście rozszerzają, że nie tylko z obór porobili sobie gorzelnie
ale place od chrześcijan wyłudzają i austerie na nich budować się prawem kaduka ważą". Żalą się też mieszczanie "że zarazę
życiu ludzkiemu niosą, gdyż z ich gorzelniów wszelkie ścieki spływać muszą w ulice a i w rynek sam miasta". Podają
przykłady, że samowolnie Żyd Szulc przebudował na gorzelnię oborę, Fiszer - garbarnię, a nowe bezprawnie gorzelnie
pobudowali: Fryd, Hecht i Eisner. Ten ostatni ważył się nielegalnie obok gorzelni wybudować karczmę i austerię. Rzecz ta
ma miejsce w roku 1814. Naczelnik powiatu chcąc powstrzymać pijaństwo, w roku 1817 wprowadza za utrzymywanie szynku
wysokie opłaty na rzecz miasta, w wysokości do 150 zł rocznie, z których pieniędzy remontuje bruki miejskie budynki
publiczne. Zabroniono też podawania włościanom wódki na kredyt w szynkach i gospodach. Wreszcie miasto uchwaliło
wydzierżawienie propinacji miejskiej, na zasadzie licytacji. Na 145 osób mieszkających w mieście uprawnionych do
licytacji ... stanęło do niej ledwie trzech, w tym jeden Żyd ... Icek Eisner. On właśnie wygrał przetarg, ale władze
powiatowe poparły jego konkurentów: Prokopa Znanieckiego i Andrzeja Osmulskiego, którzy za sumę 2200 zł otrzymali od
miasta prawo propinacji wódki na terenie Tuszyna. Dochód przeznaczono na spłatę zaległych podatków, jakie zrujnowane
miasto winne było płacić oraz na zakupienie sprzętu pożarniczego i wybudowanie studni publicznych. Osmulski i Znaniecki
wygrawszy licytację, zostali zobowiązani do niepoddzierżawiania prawa do pędzenia gorzałki Żydom, a do pracy w swych
gorzelniach wolno im było zatrudniać tylko chrześcijan. Obywatele miasta Tuszyna zobowiązali się skądinąd wódki nie
sprowadzać, nawet na potrzeby domowe. Dla zbierania opłat dzierżawnych powołano specjalną kasę, w której kasjerem został
Stecki a jako członków powołano: lgnąca Liszewskiego, Feliksa Wileńskiego, Kazimierza Kulicińskiego, Pawła Kotlickiego.
Rada miejska oddelegowała dla pieczy nad kasą dwu radnych: Antoniego Liszewskiego i Kazimierza Busiakiewicza. Miasto
Tuszyn w roku 1817 miało ośmiu Żydów prowadzących szynki: Dawidowicza, Hechta, Fiszera, Joela i Joska Frydów, Eisnera i
Szulca. Stanowili oni arystokrację miejską społeczności żydowskiej i byli członkami dozoru bóżniczego przy synagodze.
Szemrali na odsunięcie ich od propinacji, mimo że interweniowali w Kaliszu i Warszawie i chcieli płacić wyższy czynsz
dzierżawny o 550 zł niż Osmulski i Znaniecki, niczego nie wskórali. Ci ostatni ostro zabrali się do egzekwowania należnych
im praw wyłączności i skonfiskowali u Żydów około 172 garnców (garniec polski - cztery litry) nielegalnie pędzonej
gorzałki, alembiku i okowity. Ale dochody dzierżawców obniżyły się tak znacznie, że Znaniecki przyciśnięty brakiem zysków
wchodzi w konszachty z Żydami i praktycznie dokonuje im podnajmu prawa do warzenia wódki. Szynk starościński powstaje w
roku 1818, osiada w nim dzierżawca Lewik Szumlewicz, a po nim w kolejnych latach: Niemiec Wanne i kolejno: Antoni
Gogolewski i Andrzej Osmulski. Ten ostatni uważał się za pierwszego w mieście obywatela i popierany przez swych
szwagrów zasiadających w radzie miejskiej, wymuszał ustawicznie jakieś daniny od mieszczan, np. "na Kozaków w Rosji -
złotych 720". Żaliła się na niego szczególnie niemiecka mniejszość ewangelicka. O jego cynizmie świadczy fakt, że z zysków
za lata 1817 - 1820 rozdzielił między ogół współpracowników po 2 złote 10 groszy, a resztę zainkasował sobie, nie chcąc
nawet słyszeć o złożeniu miastu jakiegokolwiek sprawozdania.
W roku 1820 następuje zwrot w wojnie. Miasto dopuszcza bowiem, za przyzwoleniem Dozorcy Miast Okręgu Kaliskiego, do
udziału w propinacji sześciu Żydów na lat trzy, za roczną składką po 200 złotych od każdego z nich. W roku 1821 obniżono
im składkę do 800 złotych za trzy lata od wszystkich, czyli po około 80 zł, a nie jak poprzednio 200 złotych rocznie.
Fakt ten spowodował uruchomienie nowych, konkurencyjnych gorzelni Markowskiego i Kozłowskiego, co obniżyło, i tak szczupłe
dochody miejskie. "Wszyscy skąd chcą wódkę biorą a nie od nas" - skarżyli się monopoliści Osmulski i Znaniecki. W 1821
roku dzierżawcą propinacji miejskiej zostaje Ludwik Glazer, naddzierżawca ekonomii wolborsklej na lat trzy, za czynszem
rocznym 2200 złotych, do kwietnia 1823 roku. Ten początkowo założył sześć szynków własnych, a ich liczba wzrosła w roku
1824 do astronomicznej liczby -jak na miasteczko Tuszyn - dziesięciu.
W roku 1826 Glazer prolonguje kontrakt, do roku 1829 - płacąc już 5000 złotych rocznie. Ale Żydzi nie dają za wygraną: w
roku 1829 - propinacja tuszyńska wraca w ręce Żyda Icka Eisnera "ukoncesjonowanego na wszystkie wódczane procedera".
Dziwnej metamorfozie ulegają teraz poglądy mieszczan. Oświadczają oni: "Żydzi nie są teraz w żadnej mierze przeszkodą, bo
mieszkańcy mogą teraz sprzedać na jarmarkach wódkę i w ten sposób uzyskać pieniądze na podatki. Za Glazera takie
transkacje nie mogły mieć miejsca, bo ten ze swych dóbr trunki sprowadzał". Doszło nawet do tego, że kiedy ludzie służb
miejskich chcieli opieczętować wódkę pędzoną nielegalnie przez Eisnera, spotkali się ze zdecydowanym sprzeciwem mieszczan
przed szynkiem należącym do Jabłkowskiego.
W czerwcu 1830 roku znowu do dzierżawy propinacji wraca Glazer. Tysiące garncy nędznej wódki, tzw. szumówki, produkowanej
z szumowin zacieru i doprawianej na słodko gliceryną, zalewało Tuszyn legalnie i nielegalnie. Opary alkoholowe unosiły
się nad miasteczkiem nie mającym żadnych planów rozwoju, realizacji projektów, ani nawet koncepcji zmiany swego losu.
Pełny marazm i błędne koło niekonsekwencji władz, powodowały zupełne podupadanie miasteczka, ssanego przez potężną pompę
żydowskich matactw, przekupstw, dobywającą miliony z utrzymywania w nałogu pijaństwa potężnych mas mieszczan i okolicznych
wieśniaków. Rząd carski stale zapewniał miasta o swej życzliwości, ale niczego nie czynił dla ich rozwoju. Wolał pijane
chłopstwo niż ludzi rozumnych, bo oni nie byli groźni jako "miatieżniki", nie grozili organizacją buntów i powstań. Walka
o propinację pozostała w historii symbolem głębokiego upadku Tuszyna. Odsunięty od źródeł zarobkowania mieszczanin, celowo
utrzymywany w ciemnocie, nie mógł nawet marzyć o postępie. Kiepski płacheć ziemi, krzywa chata, plugawa karczma i
fuszerskie rękodzieło - oto miejsca, gdzie toczyło się istnienie zdegradowanego mieszczaństwa w czasie gorzałczanej wojny
trzydziestoletniej, jaka toczyła się w Tuszynie w latach 1799 -1830. Nic więc dziwnego, że mieszczaństwo polskie nie
poparło Powstania Listopadowego 1830 roku. Oni gorzej mieć już nie mogli, a samo powstanie uznali za utopijną pańską
fanaberię, wznieconą przez garstkę młodych szaleńców ze Szkoły Podchorążych w Warszawie.
Witold Kowalski
|
|
|