...::: DZIEJE OŚWIATY W LATACH 1586 - 1929 :::...
Pierwsza szkoła w Tuszynie.
Wiek szesnasty należał do największej prosperity Tuszyna. Rady mieszczańskie: Podolskich, Przerębskich, Bykowskich
sprawowały urzędy wójta w mieście. Duże zasługi położyli dla rozwoju miasta kolejni wójtowie z rodziny Podolskich -
Stanisław, Florian i Maciej. Za ich kadencji, dwór wójta emanował na miasto wzorem gospodarności, kultury i oświaty. Synów
swoich wysyłali do szkół nawet do Krakowa. Drugim ośrodkiem o dużym wpływie na mieszczan była plebania i jej
proboszczowie. Plebania tuszyńska posiadała duży majątek w ziemi, łąkach, stawach, młynach, była niezależna materialnie.
Być może z inicjatywy plebanów tuszyńskich kształcono mieszczan Tuszyna i przysposabiano ich do stanu duchownego.
Pierwszym wykształconym duchownym z Tuszyna był Wojciech pleban Pabianic w XIV w.,w następnych wiekach (XVI, XVII),
pochodzą z Tuszyna plebani: Maciej pleban Łodzi i Piotr pleban w Krupczowie. Działalność wymienionych dwóch ośrodków miała
zasadniczy wpływ na założenie w Tuszynie szkoły w 1586 r. Była to szkoła parafialna pod opieką merytoryczną i finansową
proboszcza. Kto był inicjatorem i założycielem szkoły w Tuszynie z archiwalnych dokumentów nie można ustalić, brak
odpowiednich na ten temat zapisów. Można jedynie przypuszczać, że działo się to w okresie probostwa księdza Stanisława
Sulikowskiego, który w parafii nie mieszkał, a w jego imieniu parafią zarządzali księża wikariusze: Jan, Walenty Maj i
Marcin. Być może to oni powierzyli nauczanie chłopców w szkole parafialnej Marcinowi. O losach szkoły i jej rezultatach z
przekazów archiwalnych nie można wiele się dowiedzieć. Wiadomo jedynie, że z Tuszyna wywodziły się wybitne jednostki,
które dodawały splendoru miastu. Z Tuszyna pochodzili naukowcy XVII wieku, tacy jak Maciej z Tuszyna, Cyprian i Zygmunt
Sulikowscy, Cyprian Tuszyński; w latach 1612 i 1621 znaczące stanowiska naukowe w Akademii Krakowskiej zajmowali: Wojciech
Tuszyński i Mateusz Tuszyński.
Na ile szkoła tuszyńska wywarła wpływ na osiągnięcia naukowe wybitnych postaci z rodzin mieszczan tuszyńskich trudno
ustalić, ale można jedynie domyślać się, że rok założenia szkoły 1586 r., do połowy XVII wieku, był okresem świetności
oświatowo-naukowej Tuszyna. Informacje o szkole urywają się po najeździe Szwedów na Tuszyn. Szwedzi miasto splądrowali,
podpalili i zostawili w zgliszczach. Przez wiele lat miasto nie mogło się dźwignąć z ruiny. Szkoła nie istniała. W roku
1781 przeprowadzona lustracja w sprawozdaniu zaznaczyła: szkoły w mieście nie ma. Pytany o szkołę urzędujący proboszcz
Józef Sandynia odpowiedział: "szkoły nie ma, ale ma być", wikary uczy kilku chłopców z parafii czytania i pisania. Miasto
z ponad tysięczną ludnością, pod koniec osiemnastego wieku, nie miało szkoły, a był to czas po powołaniu do życia
pierwszego w Europie ministerstwa oświaty - Komisji Edukacji Narodowej.
Wojciech Jasiński założycielem szkoły w Tuszynie.
Tuszyn w wiek dziewiętnasty wszedł bez szkoły, bez instytucji kształcącej młode pokolenie. Upłynęło wiele lat, zanim
wrócono do problemu szkoły. Myśl założenia szkoły w mieście pojawia się w 1802 r. z inicjatywy nowego proboszcza
Wojciecha Jasińskiego, który rezyduje w Tuszynie w latach 1800-1825. Wojciech Jasiński brat Jakuba Jasińskiego - uczestnika powstania kościuszkowskiego, walczył w obronie Pragi, w której wojska rosyjskie dokonały słynnej rzezi mieszkańców Warszawy. Walkami kierował wówczas generał armii rosyjskiej Suwo-row. Jakub Jasiński - dowódca jednego z odcinków obrony zginął 4.XI.1794 r.
Wojciech Jasiński - reprezentant patriotycznego rodu, po przyjeździe do Tuszyna, postawił nacisk na kształcenie młodych
ludzi. Po dwóch latach starań powołuje w mieście do życia w 1802 r. szkołę elementarną. Data 1802 r. stała się przełomem
w oświacie tuszyńskiej, stała się początkiem rozwoju szkolnictwa w Tuszynie. Od tej pory, z lepszymi lub gorszymi
rezultatami, szkoła w Tuszynie przez cały XIX w. funkcjonowała, aż do momentu wyzwolenia Polski. Nauka w szkole
elementarnej ruszyła w 1802 r., a pierwszym jej nauczycielem został Mejer i na tym stanowisku zmarł. Aby szkoła mogła
funkcjonować, a nauczyciel otrzymywać wynagrodzenie w skali rocznej w kwocie 967 złotych polskich, wprowadzono w mieście
specjalny podatek.
Opłatami - tzw. podatkiem szkolnym objęto: właścicieli gruntu i danin - płacić mieli 15 gr, właściciele gruntu bez danin
9 gr, bez gruntu 10 gr, komornicy 5 gr, starostwo i probostwo po 6 złp, półrolnicy z Tuszynka Starościńskiego po 8 gr, z
Duchownego po 9 gr. Podjęte decyzje miały zapewnić fundusze na utrzymanie szkoły i zabezpieczyć wynagrodzenie za pracę
nauczycielowi. Sielanka trwała krótko. Po śmierci Mejera, funkcję nauczyciela obejmuje mieszkaniec Tuszyna Mateusz
Busiakiewicz. Znany był z dużej aktywności w mieście. Wchodził w skład rady miejskiej, prowadził urząd pocztowy, był
kapitanem gwardii i przyjął obowiązki nauczyciela w szkole elementarnej. Ze względu na obciążenie wieloma funkcjami i
prowadzeniem własnego dużego gospodarstwa, nie mógł wywiązać się z roli nauczyciela w taki sposób, na jaki społeczeństwo
oczekiwało. Zaczęły się pierwsze konflikty na lini nauczyciel a rodzice. Zarzucano Mateuszowi Busiakiewiczowi opuszczanie
lekcji, nieregularne ich odbywanie, co spowodowało spadek liczby uczniów z czterdziestu do piętnastu. Mieszczanie za taką
naukę nie chcieli płacić. Rodzice uczniów zarządali od magistratu, aby zaangażować innego nauczyciela, który będzie
zajmował się tylko nauczaniem. Busiakiewicz bronił pozycji nauczyciela, zarzucając tuszyniakom, że to oni nie posyłają
dzieci do szkoły. Na jego ogłoszenia z ambony czy indywidualne rozmowy z rodzicami, nie reagowali. Szkoła pustoszała -
opiekun szkoły ks. Wojciech Jasiński i magistrat zajęli jednoznaczne stanowisko wobec pracy nauczyciela, podzielili pogląd
rodziców, co do zmiany nauczyciela. Wystosowano odpowiednie prośby do władz powiatowych, o przysłanie lub wyznaczenie
innego nauczyciela. Do Tuszyna przysłano nauczyciela po odwołaniu Mateusza Busiakiewicza, z pełnymi kwalifikacjami -
Franciszka Knebla. Spokój na lini nauczyciel magistrat trwał krótko. Fr. Knebel wniósł skargę na burmistrza o
niewypłacanie mu należnej pensji. Władze powiatowe za niedopełnienie zobowiązań finansowych ukarały burmistrza grzywną w
wysokości 24 złp. Z kolei mieszczanie wnieśli skargę na Fr. Knebla o lekceważenie obowiązków nauczyciela. Spór trwałby
jeszcze, gdyby nie pożar, który w 1814 roku zniszczył doszczętnie budynek szkolny. Do budowy nowej szkoły nie garnięto
się. Uzgadniano z ks.W. Jasińskim, że zajęcia szkolne odbywać się będą w wynajętym budynku. Dla potrzeb szkoły Mateusz
Busiakiewicz za kwotę 120 złp (opłata roczna), wynajął nowo wybudowany dom w rynku (starym) i ponownie został
nauczycielem.
Po roku zajęcia szkolne przeniesiono do domu Andrzeja Gonickiego. Wynajęto tylko połowę domu za kwotę 70 złp rocznie.
Nauczycielem zostaje Ignacy Radziejewski. W 1819 r. rewident Wydziału Religijności i Oświecenia Publicznego poprowadził
kontrolę działalności szkoły w Tuszynie. Wynik lustracji okazał się opłakany. Do szkoły uczęszczało tylko 28 dzieci,
frekwencja spadła o stu uczniów. Mieszczanie za taki stan rzeczy obwinili Ignacego Radziejewskiego. Wybuchła nowa
awantura. Opiekun szkoły ks. Wojciech Jasiński zmęczony ciągłymi kłótniami i sporami, doprowadza do wybudowania nowej
szkoły. W 1820 r. zawarto umowę z tuszyńskim Żydem Dawidem Hechtem o wybudowanie budynku dla szkoły. Budynek szkoły
składał się z czterech izb, dwóch alkierzy (dla nauczyciela) i dwóch sieni. Przy szkole znajdowała się stajnia, obora,
wozownia i ogród jednomorgowy. Mieszczanie na rzecz szkoły zobowiązali się raz w roku przeprowadzać tzw. zsypki w
naturze: żyta, pszenicy, jęczmienia, owsa, grochu i ziemniaków.
Na wyposażenie szkoły elementarnej w Tuszynie składały się przedmioty, które zapisano w księdze inwentarzowej, a do nich
należały: stół drewniany, osiem ławek do siedzenia, jedna tablica z postumentem, jedna tablica bez postumentu, 21 tablic
abecadłowych, szafa na książki, 100 ręcznych tabliczek, zegar ścienny, katedra dla nauczyciela, dzwonek, 3 gramatyki
języka rosyjskiego, 2 pamiętniki religijno-moralne, 4 egzemplarze "Żywotów świętych pańskich", 3 egzemplarze metodyki
języka rosyjskiego, 1 egzemplarz "Cnota chłopczyka" i kilka podobnych pozycji.
Pod koniec kadencji proboszcza - założyciela szkoły Wojciecha Jasińskiego, szkoła w Tuszynie zaistniała i biegu jej
istnienia nie zdołały zniweczyć przeróżne spory i konflikty, jakie miały miejsce po jego odejściu, na stanowisko kanonika
katedry we Włocławku. W roku odejścia ze stanowiska proboszcza ks.Wojciech Jasiński zostawił oświatę tuszyńską w dobrym
stanie - nowym budynku przystosowanym do potrzeb szkolnych.
Nowa era w oświacie tuszyńskiej po 1825 r.
Ks. Wojciech Jasiński dał dobry początek szkolnictwu tuszyńskiemu, po nim opiekunem placówki oświaty w Tuszynie zostaje
nowy, bardzo energiczny proboszcz Ignacy Borzęcki, któremu sprawa szkoły nie była obojętna. A na stanowisko nauczyciela
powołano absolwenta Instytutu nauczycielskiego w Łowiczu Ignacego Szklannika. Praca Ignacego Szklannika jako nauczyciela
i człowieka rozrywkowego - mieszczanom Tuszyna nie odpowiadała. Również nie odpowiadała opiekunowi szkoły, proboszczowi
Ignacemu Borzęckiemu, dozorowi szkolnemu przy magistracie, a także burmistrzowi. Dozór szkolny w osobach burmistrza
Czyczyńskiego, radnych: A. Osmulskiego, A. Liszewskiego, Fr. Jarczyńskiego, wysyła pismo do władz powiatowych z prośbą o
zwolnienie Ignacego Szklannika ze stanowiska nauczyciela. W tym czasie proboszcz postanowił zbadać wyniki nauczania z
religi i udał się do szkoły. Stwierdził, że poziom wiedzy uczniów jest niski, zwrócił na ten fakt uwagę nauczycielowi.
Szklannik uniósł się i pokazał drzwi proboszczowi. Proboszcz za ten gest spoliczkował nauczyciela. Szklannik wiedząc o
wniesionej na jego osobę skardze przez dozór szkolny, postanowił o incydencie z proboszczem donieść władzom powiatowym.
W Tuszynie zakotłowało się. Skargi - pisma krążyły do władz i od władz. Nauczyciel został odwołany, ale wyroku nie
przyjął, zaskarżył go i sprawę wygrał, na stanowisku nauczyciela w Tuszynie został do 1840 roku. W tym czasie do szkoły
uczęszczało stu uczniów. Obowiązek szkolny obejmował chłopców od lat ośmiu, a dziewczynki od lat jedenastu. Najważniejszą
sprawą podczas nauczania było czytanie i pisanie. W 1833 roku burmistrz w wysłanym sprawozdaniu z wyników nauczania
pisał: na stu uczniów dwudziestu siedmiu chłopców czyta i pisze, 21 chłopców tylko czyta, 22 chłopców zaczyna czytać i
pisać, 9 dziewcząt czyta i pisze, 10 dziewcząt czyta, a 11 dziewcząt zaczyna czytać.
Upłynęło kilkanaście lat od pobudowania nowej szkoły, a jej stan techniczny budził wiele obiekcji. Ciągły brak funduszy
sprawy oświatowe odbił się negatywnymi skutkami w jej wyglądzie. W 1838 r. o czym donoszono w licznych sprawozdaniach,
budynek szkolny nadawał się tylko do rozbiórki, tynki ze ścian odpadające, dach przeciekający, jedna ze ścian budynku
odpadła. Kosztorys na budowę nowej szkoły opiewał na kwotę dwóch tysięcy rubli. Takiej kwoty Tuszyn nie miał. Roczny
dochód w latach czterdziestych wynosił 948 rubli. Budżet miejski wówczas planowano na okres trzech lat. Z każdego roku
magistrat czyli tzw. kasa ekonomiczna zobligowana była do odprowadzania stałej części kapitału do Banku Polskiego. Stan
konta bankowego wynosił 1500 rubli, ale bez zezwolenia władz powiatowych nie wolno było przeznaczyć na jakąkolwiek
inwestycję. Z kasy miejskiej od 1847 r. na potrzeby szkoły elementarnej przekazywano 15 rubli rocznie, zgodnie z nakazem
Wydziału Administracyjnego - Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych i Duchowych w Warszawie. Przy takim stanie finansów,
marzenie o budowie szkoły należało odłożyć ad acta. Znaleziono salomonowe wyjście - restaurować stary budynek. Restauracji
budynku podjął się tuszyński majster Władysław Kętrzyński. Przez szkołę tuszyńską po Ignacym Szklanniku przeszło wielu
nauczycieli. Wśród nich byli i tacy, którzy nie podejmowali pracy lub po krótkim czasie rezygnowali z niej. Do nich
należeli: Ludwik Trespe, Walenty Wolnicki, Roch Statkowski - odstraszały ich nieustające spory mieszczan z nauczycielami
i lokalowe warunki szkoły. W 1848 r. decyduje się na pracę w tuszyńskiej szkole Julian Michalski, ale i on ma kłopoty,
nikt nie godzi się na dowóz drewna dla szkoły na opał. Budynek po nieudanym remoncie wymaga dalszej reperacji lub
rozbiórki. W 1851 r. problem sam się rozwiązał! Szkoła spłonęła. Być może ktoś podłożył ogień, co dość często w Tuszynie
praktykowano. Wielokrotnie karano dwie mieszkanki Tuszyna Rozalię Kluszyńską i Mariannę Cobojową. Obie "panie" trudniły
się podkładaniem ognia w mieście i okolicy. Problem szkoły odłożono na lata późniejsze. Połowa XIX wieku nie była
korzystma dla tuszyńskiej oświaty.
Druga polowa wieku XIX - nowa era dla szkoły tuszyńskiej
Po klęsce pożaru, naukę przeniesiono do prywatnych pomieszczeń. W 1857 r. pracę na stanowisku nauczyciela rozpoczyna
Józef Jastrzębski, aż do 1867 r. Za czasów jego kadencji wiele w oświacie (nie tylko tuszyńskiej) wydarzyło się. W 1864 r.
władze rosyjskie powiadomiły o nowym ukazie cara dotyczącym szkolnictwa. Rozporządzenie zawarte w ukazie odbierało prawo
sprawowania nadzoru w szkole proboszczowi. Szkoły przechodziły pod bezpośredni dozór sołtysów i wójtów. Ustanowiono
świecką opiekę nad szkołą. Pozbawiono również księży prawa nauczania religi. Kościół polski ukarano za aktywny udział w
powstaniu styczniowym, za patriotyczne msze z okazji rocznic narodowych. Kościół wykluczono ze szkół, aby ograniczyć wpływ
na wychowanie młodego pokolenia. Zaszły również zmiany w nauczaniu. Język rosyjski stał się językiem wykładowym.
Obowiązywał język rosyjski w szkole, urzędach, sądzie i całej państwowej administracji. Pisma urzędowe, sprawozdania,
rozporządzenia, akta - sporządzano w języku rosyjskim. Cena za powstanie styczniowe płacona przez Polaków była wysoka.
Obywatela Tuszyna, Tomasza Zdzienickiego, za udział w powstańczej bitwie pod Dobrą, zesłano na Sybir.
Po roku 1864 w dokumentach archiwalnych nie zachowały się adnotacje o losach szkoły. W latach sześćdziesiątych XIX w.
osiedla się w Tuszynie rodzina Reymontów, co w późniejszych czasach zaczęto interpretować na różne sposoby, jeśli chodzi o
młodego Władysława. Rodzina Reymontów przybyła do Tuszyna w 1868 r., z rocznym synem Władysławem. Należy przypuszczać, że
w roku 1875 ośmioletni Władysław zgodnie z obowiązkiem szkolnym dla chłopców, rozpoczął naukę w szkole elementarnej
Tuszyna. Kto był jego nauczycielem? - nie wiadomo. A czy był uczniem szkoły elementarnej też nie wiadomo. Należy
przypuszczać, że ośmioletni syn organisty i siostrzeniec proboszcza, sztukę pisania i czytania osiągnął o wiele wcześniej
nie w szkole. Tezę, że nauczycielem Wł. Reymonta był Józef Jastrzębski, raz na zawsze trzeba obalić. J. Jastrzębski angaż
na nauczyciela w Tuszynie uzyskał w 1857 r. do końca 1867 roku. A więc nie był już nauczycielem w Tuszynie, kiedy mały
Reymont był w wieku szkolnym.
Ważnym wydarzeniem w 1883/84, było wybudowanie nowej obszernej, murowanej, parterowej szkoły w Nowym Rynku, naprzeciwko
kościoła. Kto finansował budowę szkoły nie wiadomo, ale wiadomo, że pierwszym nauczycielem był Ignacy Białkowski. Ówczesny
korespondent (F.K.) Tuszyna do prasy piotrkowskiej, o szkole w Tuszynie pisał: "W 1884 r. pobudowano tutaj okazały
budynek murowany. Do szkoły na 1806 mieszkańców katolików uczęszcza 182 dzieci (w tym 110 chłopców i 72 dziewczynki); na
22 mieszkańców prawosławnych - 3 chłopcowi 2 dziewczynki, na 71 ewangelików - 2 chłopców i 1 dziewczynka, na 1323
mieszkańców Żydów - 2 chłopców, 6 dziewcząt. Żydzi ignorują szkołę. Mają swoich sześć chederów." Jeden nauczyciel
prowadził zajęcia prawie dla dwustu uczniów. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych XIX w. Tuszyn uzyskał drugi etat
nauczycielski. Uczyli w Tuszynie: Stanisław Wosik, Stanisław Pilczewski. Staraniem proboszcza Antoniego Trzeciaka w 1892
r. zezwolono na prowadzenie nauki religi przez księży. Dla prefektów przewidziano pensję w wysokości 100 rubli rocznie.
Nauczaniem religi w nowej, okazałej szkole, zajmowali się księża: Antoni Trzeciak, Wojciech Chwałkiewicz, Franciszek
Stawicki, Wojciech Charuba. Po 1918 roku, w niepodległej Polsce, w Tuszynie otwarto wieloklasową szkołę. Kierownikiem
został Ignacy Skrobiszewski, ale w 1923 r. składa rezygnację na skutek konfliktu z Żydami tuszyńskimi. W 1923 r.
stanowisko kierownika szkoły siedmioklasowej obejmuje Wiktor Wilkowski. Do szkoły uczęszczało 500 uczniów. Zrodziła się
potrzeba nowej szkoły, nowoczesnej z liczną kadrą nauczycielską.
Ku pamięci.
Wybudowany w latach 1883-84 budynek szkoły był czwartym budynkiem, który postawiono w mieście. Dziś w dawnym budynku
szkolnym znajduje się poczta, a w okresie międzywojennym był Sąd Grodzki a po II wojnie posterunek policji. W
1929 r. na parterowym budynku szkolnym nadbudowano piętro i oddano mieszkania komunalne urzędnikom magistratu, sądu,
nauczycielom, lekarzowi, adwokatowi, sekretarzowi sądu itp. Dom nazwano - domem czynszowym. Opłata za wynajm mieszkania
wynosiła od 500 zł do 2000 rocznie. Szkołę z budynku parterowego w 1929 r. przeniesiono do nowo wybudowanego gmachu przy
ulicy Piotrkowskiej.
E.M. Szymanek - Szeflińska
|