|
|
...::: LECZNICTWO W DAWNYM TUSZYNIE :::...
Próżno w aktach dawnych, tyczących zagadnienia zdrowia w mieście Tuszynie, szukać jakichkolwiek wzmianek o działalności
medycznej czy organizacji służb w tej dziedzinie, aż do roku 1819. W pomroce dziejów działali tu zapewne jacyś balwierze,
czasem golibrodowie stawiający pijawki, później może szarlatani, zwani z niemiecka kurfuszerzami. Aż bowiem do lat
dwudziestych XIX stulecia, najbliższy Tuszyna lekarz był w odległości trzech mil, w Piotrkowie. Medycyna do tego czasu
była domeną znachorów, babek i "zamawiaczy uroków". Dopiero w końcu roku 1819 Dozorca Miast Wydziału Piotrkowskiego
rozkazuje burmistrzowi Tuszyna, by ten zakaża} "babom wszelakim a złoczyniącym trudnić się szlachetną sztuką akuszeryi".
Odbieranie porodów wymagało upoważnienia lekarza obwodowego w Piotrkowie. Lekarz obwodowy - Meyer, powiadamia też
burmistrza Tuszyna w roku 1820, że osadza w Tuszynie cyrulika Abrahama Neymana. Ten pierwszy w mieście urzędowy medyk,
cieszący się wysokimi łaskami burmistrza, bardzo się naraził już "ordynującemu" w mieście prawem kaduka niejakiemu
Mizgalskiemu, urzędnikowi wydziału konsumcji miasta Tuszyna, parającemu się do tej pory kultywowaniem sztuki medycznej.
Imć Pan Mizgalski - któremu oficjalny cyrulik odebrał sute honoraria pacjentów... wniósł skargę do "kreisfizyka" (coś w
rodzaju urzędu lekarza powiatowego). W suplice tej klamor okrutny podnosi i larum czyni, że "Neyman jest fuszer, bo
ciężarnym babom krew puszcza... daje na wymioty pigułki z króliczego łajna i jest Żydem takowym, który nie znając
nijakiego kunsztu fizycznego i ludzi nizacz mając, nie dba o cudze życie, do grobu owych łacno wpędzić może". Dopiero w
roku 1821 zjawia się w Tuszynie lekarz, "chirurg klasy III", Lejb Jakób Neyman, rekomendowany przez lekarza rejonowego.
Natomiast - na krótko - osiedla się w mieście chirurg z Wolborza, Franciszek Robert. Dla dwu chirurgów nie ma w Tuszynie
możliwości egzystencji i Neyman ... prawem tego, który osiedlił się wcześniej - zostaje.
Po pięciu latach, w roku 1834 osiada w Tuszynie następny cyrulik Lewek Cyc, dawny posługacz u chirurga w Piotrkowie. Obaj
z Neymanem, podzieliwszy między siebie strefy wpływów, uniemożliwiają w roku 1838 osiedlenie się w Tuszynie ... trzeciemu
cyrulikowi gdyż - jak piszą oni do władz "przeszkadzałby on przez zmniejszenie ich i tak wątłych dochodów, następnie
nastąpiłyby kłótnie, bitwy i fuszerstwo". Ale już w roku 1841, dotychczasowi sojusznicy Cyc i Neyman zaczynają wysyłać do
Piotrkowa donosy na siebie. W wyniku tychże Neymanowi odebrano prawo praktyki. W międzyczasie do Tuszyna zjeżdża następny
cyrulik Koźmiński. Człowiek ten burzliwego i zawistnego usposobienia, prowadzi teraz podjazdowe wojny o pacjentów z Cycem,
który tak długo pisząc na Koźmińskiego donosy, że Koźmiński "dopuszcza się ździerstwa na biednych łyczkach, rozsiewa po
szynkach plotki uwłaczające Rządowi", aż oponent zostaje z Tuszyna usunięty.
W roku 1848 osiedla się w Tuszynie dyplomowany felczer Ignacy Wrzesiński, ale nie znajduje wzięcia u tuszynian (wolą
cyrulika Cyca) i już w roku 1853 wyprowadza się z miasta. Po roku zjawia się w mieście drugi felczer, Josek Neyman,
stypendysta miasta Tuszyna i absolwent Gubernialnej Szkoły Felczerów Wojskowych w Piotrkowie. Tego samego roku, w miesiącu
kwietniu... powraca do Tuszyna Koźmiński, by przez pięć lat - mimo nakazu opuszczenia miasta - mieszkać i "leczyć" w
Tuszynie.
Oczywiście "leczenie" na poziomie usuwania chorych zębów przez kowali, zamawiania uroków przez baby wiejskie,
miało wielki wpływ na nadumieralność tuszynian. Trzeba jednak lojalnie stwierdzić, że nie było w Tuszynie szarlatanów
kurujących reumatyzm zagrzebaniem chłopa w mrowisku, czy leczących tyfus okładami z brzeczki piwnej, w której namoczono
chleb. Nie próbowano też leczyć jaglicy przez wciskanie pod powieki rączych oczu, a krwotoków nie tamowano... bejcą do
drewna, używaną przez stolarzy. Balwierze nie podcinali oseskom "przyrośniętych języków" i nie opatrywano ran okładami z
końskiego gnoju. Aft na podniebieniu nie leczono też pędzlowaniami ze świeżego moczu pomieszanego z okowitą. Tak wielkiej
ciemnoty medycznej nigdy w Tuszynie nie było. Cyrulicy osiedli w mieście puszczali krew, przystawiali pijawki, golili i
strzygli. Nie można zapominać, że na osiedlenie się lekarza i otworzenie apteki z prawdziwego zdarzenia miasto czekało aż
trzydzieści lat. Od uchwalenia projektu w 1837 roku, aż do realizacji w roku 1862, kiedy to pierwszą w Tuszynie aptekę
założył Florentyn Lichowski, a 1 stycznia 1863 roku osiedlił się pierwszy lekarz z prawdziwego zdarzenia - Leopokl
Łowicki. Ten ostatni jednak nie zasymilował się ze społecznością Tuszyna. Był zbyt oświecony, może bał się degradacji
intelektualnej na zapyziałej prowincji, albo może po prostu Tuszyn nie zaoferował mu dostatecznie wysokiego poziomu
warunków życia, tak że niebawem wyniósł się z Tuszyna. Dopiero w roku 1867 osiedla się w Tuszynie nowy felczer Jeszajahu
Koprowski, a w roku 1868 nowy lekarz: Antoni Strzyżowski. W roku 1868 powstaje nowa apteka prowizora farmacji: Józefa
Tegazzo.
Witold Kowalski
|
|
|