on-line: ?php include ("info/config.php"); if (!$datei) $datei = dirname(__FILE__)."/$filename"; $time = @time(); $ip = $REMOTE_ADDR; $string = "$ip|$time\n"; $a = fopen("$filename", "a+"); fputs($a, $string); fclose($a); $timeout = time()-(60*$timer); $all = ""; $i = 0; $datei = file($filename); for ($num = 0; $num < count($datei); $num++) { $pieces = explode("|",$datei[$num]); if ($pieces[1] > $timeout) { $all .= $pieces[0]; $all .= ","; } $i++; } $all = substr($all,0,strlen($all)-1); $arraypieces = explode(",",$all); $useronline = count(array_flip(array_flip($arraypieces))); // display how many people where activ within $timeout echo $useronline; // Delete $dell = ""; for ($numm = 0; $numm < count($datei); $numm++) { $tiles = explode("|",$datei[$numm]); if ($tiles[1] > $timeout) { $dell .= "$tiles[0]|$tiles[1]"; } } if (!$datei) $datei = dirname(__FILE__)."/$filename"; $time = @time(); $ip = $REMOTE_ADDR; $string = "$dell"; $a = fopen("$filename", "w+"); fputs($a, $string); fclose($a); ?>
razem: 42203

...::: POECI ZIEMII TUSZYŃSKIEJ :::...

Aleksandra Marcinkowska
Dziedzictwo

Przyszedł spragniony nad ocean
i nabrał w garść słonej fali,
woda przeciekła wskroś przez palce,
łaknący Ojcu się pożalił:

- Masz bogactw tyle, że nie zliczyć,
więc czemu skąpisz i wydzielasz?
Co dzień Cię proszę o Twą łaskę,
klęczę przed Tobą co niedziela.

Przyszła kobieta z próśb bagażem
i zaczerpnęła wody garnkiem,
rozczarowana zapłakała:
w kubku... trzy łyki słone - marne.

Przybył też pątnik rozmodlony
i nabrał wody do talerza
- Wokoło dobra nieprzebrane,
a Ty tak mało mi odmierzasz?

Nadszedł wędrowiec, o nic nie prosił,
ufnie zanurzył się w oceanie,
- Co Twoje, Ojcze, moim także,
na zawsze przy mnie pozostanie.

A tamci mieli głodne oczy,
każdy z nich gniewnie się zadziwił,
że ten zuchwalec bez pokory
dziedzicem Twoim jest prawdziwym.

1996




Kamień filozoficzny

Musisz najeść się absurdu,
by rozpoznać smak mądrości;

ujrzeć spopielałe nadzieje,
by ocalić iskrę wiary;

przemierzyć pielgrzymim szlakiem świat,
by znaleźć miłość o krok od siebie;

być usychającym drzewem,
by zrodzić owoc twórczości;

przesiać przez sito tysiące dni,
by odkryć, że wszystkie cennym kruszcem.

Każdy z nas jest alchemikiem,
lecz tylko nieliczni
wytapiają z życia
kamień filozoficzny.

1993




Abraham

Zawiodłeś mnie na górę Mojra,
pode mną życie, tam... w dolinie,
a tu w obłokach niepokoju
czas próby wolno bólem płynie.

Jak krwawo płoną dzisiaj chmury,
zmierzch pełznie jak drapieżne zwierzę,
chciałem przed Tobą, Panie, uciec,
Ach! czemu wbrew nadziei wierzę!

Za chwilę będzie już za późno,
gdy zniszczę to, co jest mym życiem,
Ty się pojawisz tu... po wszystkim,
by wyglądało - przyzwoicie.

Nie będę nawet miał alibi,
niech wszyscy wiedzą, żem zbrodniarzem,
lecz jeśli taka Twoja wola,
zabiję, zgoda, skoro każesz.
Jeszcze modlitwa, jeszcze moment...
Zmiłuj się, Ojcze, nad swym synem!
Czy czujesz radość z mojej wiary?
gdy ja dla Ciebie z dzieckiem ginę?

15.I.1996




W drodze do Emaus

Wszystko przepadło, wszystko stracone!
nadzieja zmarła wraz ze śmiercią Pana,
mogliśmy zdobyć wolność i koronę,
przyjaźń zawisła na krzyżu zbrukana.
Nie chciałeś walczyć, a strach nas zaskoczył,
zagryzły wilki pasterza wśród stada,
jeden drugiemu nie śmie spojrzeć w oczy,
o klęsce cichcem i do siebie gada.
Na Swą obronę czemu nie zezwolił?
każdy z nas przy zna przed sobą, więc szczerze,
nikt nie przewidział zagrać w takiej roli:
jako baranek, jak ofiarne zwierzę.
Gdzie Twe królestwo, które obiecałeś?
którego piekło nigdy nie przemoże,
szansę widać były chyba bardzo małe...
jak psy poszliśmy znowu na obrożę.
Tak łatwo wierzyć, gdy na niebie tęcza,
gdy nie ma wichru ani nawałnicy,
jakby sam Ojciec za pokój zaręczał,
sukcesy można jak pieniądze liczyć.
Ów nieznajomy, który się przybliżył
razem ze zmierzchem niby cień-cichaczem,
nie dał nam uciec od wspomnienia krzyczy,
od razu wyczuł, że dusza w nas płacze.
Począł się pytać, dziwnie dociekliwy,
mówiljak anioł, proroków wspominał,
ujął pól męki, wiedzą nas zadziwił:
"Więc krzyż być musiał? wszystkich ludzi wina?"
W gospodzie cicho, w dali ptak zakwilił,
siedzimy razem, a przybysz naprzeciw,
on chyba czekał właśnie takiej chwili -
Ojcu posiłek oraz nas polecił.
W trwożnym domyśle w twarz spojrzałem z bliska
To niemożliwe! Wszak się dokonało,
Jakże podobny! aż się serce ściska,
lecz tylu naszych śmierć Jego widziało.
Sięgnął do misy, chleb zajaśniał w dłoni,
ręce znajome i ruchy te same,
jakby nam z oczu bielmo ktoś odsłonił:
wieczerza taka jak ostatnia z Panem.
"Choćby wam przyszło iść ciemną doliną
po cierniach złego, bezradnie w udrękach,
one jak niebo i ziemia przeminą,
Jam świat zwyciężył! Niech nikt się nie lęka."




List

Zawiodłam Twoje oczekiwania:
przy lada wietrze chwieję, się słaniam,
niepokój we mnie drży jak osika,
a przed cierpieniem jak zając zmykam.
Lękam się bólu, cierni na drodze,
słowa kolczaste z dala obchodzę.
Nie kocham bliźnich tak, jak Ty chciałeś
-serce za chłodne albo za małe,
ani gorące, ani za zimne,
czy takie letnie w ogóle przyjmiesz?
Bardziej już kocham psy, koty, wróble...
z ludźmi się czasem dogadać trudniej.
Mój brat Franciszek - on mnie zrozumie,
że milej gruchać w gołębim tłumie,
weselej śpiewać ze szpakiem, z wilgą,
świętować ciszę, gdy one milkną,
Sidła zastawia ciemności chwila,
tak wiele razy w Ciebie zwątpiłam,
trwoniąc w potrzasku promienie wiary,
świat tracił barwy, stawał się szary
i ja szarzałam - popiół z ogniska
-już zaufania Twego nie zyskam?
Czy bardzo przykro Ci, Panie Boże,
że się przed próbą duszy mej trwożę?
bo mnie jest przykro, że Cię zawiodłam,
iż stoję z boku zawsze ostrożna.

X.1993




Przed bramą winnicy

Stoję przed Tobą ja Hiob i żebrak,
choć w Twej winnicy roboty nie brak.
Przed bramą zwlekam i wejść się łękom,
a jeśli praca będzie ciężka?
Nie sądź, że od niej chcę się wymigać,
ale czy zdołam nieść ciężar krzyża?
Poszukaj dla mnie czegoś lekkiego,
niech mnie anieli od cierpień strzegą.
Straszą słabości mej zakamarki,
o gdybyś duchem mnie swym nakarmił!
Przymnóż mi wiary jak bochnów chleba,
abym csiemności mogła się nie bać,
przymnóż mi wiary jak wina w Kanie,
mętną i kwaśną w klarowną zamień.
Wtedy me klęski-strachy na wróble,
z każdej dla siebie mocy uskubnę.
Zostań od dzisiaj mym przyjacielem
nie tylko w święta, tylko w Kościele.
Nie rób uników, to wszystko na nic,
gdzieś się spotkamy u życia granic...
I choćbyś o mnie myślał raz ...rzadko...
musisz na żal mój w końcu się natknąć,
na ból, tęsknotę i na udrękę,
one jak byt Twój też niepojęte.
Wiem, że cielesność jest mi przeszkodą,
lecz nawet zmysły do Ciebie wiodą,
lecz właśnie zmysły na Ciebie liczą,
stoję i czekam przed Twą winnicą.

17.VI.1993



© 1998 - 2017 by Jordan Busiakiewicz. Wszelkie prawa zastrzeżone !!!