on-line: ?php include ("info/config.php"); if (!$datei) $datei = dirname(__FILE__)."/$filename"; $time = @time(); $ip = $REMOTE_ADDR; $string = "$ip|$time\n"; $a = fopen("$filename", "a+"); fputs($a, $string); fclose($a); $timeout = time()-(60*$timer); $all = ""; $i = 0; $datei = file($filename); for ($num = 0; $num < count($datei); $num++) { $pieces = explode("|",$datei[$num]); if ($pieces[1] > $timeout) { $all .= $pieces[0]; $all .= ","; } $i++; } $all = substr($all,0,strlen($all)-1); $arraypieces = explode(",",$all); $useronline = count(array_flip(array_flip($arraypieces))); // display how many people where activ within $timeout echo $useronline; // Delete $dell = ""; for ($numm = 0; $numm < count($datei); $numm++) { $tiles = explode("|",$datei[$numm]); if ($tiles[1] > $timeout) { $dell .= "$tiles[0]|$tiles[1]"; } } if (!$datei) $datei = dirname(__FILE__)."/$filename"; $time = @time(); $ip = $REMOTE_ADDR; $string = "$dell"; $a = fopen("$filename", "w+"); fputs($a, $string); fclose($a); ?>
razem: 42205

...::: POECI ZIEMII TUSZYŃSKIEJ :::...

Kamila Łamek
Myśl Damy Kameliowej

Co mi powiesz?
Nic. Same słowa są
Jak puste brzmienie glinianego garnca
Co zrobisz?

Nic. Czyny bez przekonania
Są warte tyle co nadmuchany balon
Wzlatujący do nieosiągalnego nieba.

Czy pokochasz?
Nie. Milość bez poświęceń jest otchłanią,
w którą stoczyć przyszło się mnie

Pozostaje mi tylko ciągle blednące lico.
Szklane oczy, łamliwy glos i serce uśmiercone
Przez suchoty?
Nie. Po prostu pęklo.




Szczyt i przepaść

Sięgając wciąż po wieczność
spostrzegamy wnet, że to jedynie nasz padół.
Z przeświadczeniem
Nigdy!




Utrapienie

Nie zważaj na nieśmiałość
Przełam się i otwórz myśli swego serca
Bo kamień zamknięty przynieść może starość
Wypuszczony na wolność jak piórko
Wzbija się do nieba.



Opamiętanie

Wspomnienia łkają, nie dają spokoju
Niosąc strach, nerwowość i cienie bezsenności
Układają się gdzieś na dnie oziębłego sumienia
Ucisz je zbrodniarzu!
Wyzwalając nowe, tym razem jednak
Zapisz pierwszy minus w swej piekielnej liście
Kto wie, może to pierwszy
Stopień do czyśćca.




Jesień życia

Spadają liście...
Srebrzyste, rozłożyste
Padają niemiłosiernie
Jak deszcz dżdżyste, niosąc ze sobą ból.
Na twarzy pełnej tych liści
Znów jasny promyk ziścił,
Że... będzie lepiej.
Już nigdy tak jak liście nie poplyną łzy
Tak rzęsiście.




Krucha nadzieja

Przespałam dzień, dwa...
Znikąd nie ma nadziei, Zewsząd pustka
Wkoło smutek.
Czuję się jak gwiazda,
Której światła nigdy nie dostrzegą na ziemi,
A potem przebudzenie.
Jeden znika koszmar, wprowadzając następne.
I pozwałam wierzyć i łudzić się,
Że życie to tylko sen.
A gdy się obudzę, zobaczę moje światło
Na innej z planet.



Dytyramb na cześć Selene

Jasnowłosa Selene!
Kąpiąca się w blasku księżyca.
Nie możesz zbudzić swą rosą
Śpiącego Endyniana.
Znurzona zaklęciami i próżną nadzieją
Zasypiasz.
A gdy świt roztoczy zorzę,
tylko oczy zdradzają męki twej duszy.

Jasnowłosa Selene!
Kąpiąca się w poświacie miesiąca.
Naucz mnie cierpieć z milości!
Ale godnie.




Morze

W oczach twych błękit z lazurem złączony.
Przebija potok i wabi, wabi.
A ja?... tonę, tonę. Aż do zatraty.




Płomienie zgubiły świt

Wzniecają dym na kształt ciemnej mary
Jak potok kwiatów bez koloru płynnej mowy
Parzą, ranią, zabijają.
Wnet zaiskrzył się czysty kształt
Mała rosy kropla, płynąc po licu
Stoczyła się w dół.
Zadziwiające jak niewielkie
Ogromnych czynów dokonać może.
Nie ma już pożaru.




Decyzja w stylu Szekspira

Weź mą rękę i chodź
Niechaj cierń rozpaczy zwieńczy nasze dzieło
Nasączone krwią zmagań, łzą fałszu.
Szlochem zakłamanych prawd.
Chodź! Niechaj światło wywiedzie nas z ciemności
śladem kochanków, co w imię miłości
Oddali tchnienie truciźnie.




O czym myśli księżyc

Każdy zazdrości miesiąca oczom
Gdyż widzi on uczucia głębię całą
Gdy młode pary w uścisku pocałunkami broczą,
A noc i księżyc ich doznań jest miarą.
Więc słyszy wciąż księżyc słowa czule
Wzmocnione prostym o wielkim kochasz? kocham
Widzi blask w oczach ubrane policzki w purpurę
Gdy amator muzyk w arię miłosną zamieni swój pokaz.
I któż zrozumie miesiąca rozterki i żale
Gdy patrzy na miłość, co zwykłych uskrzydla?
On bowiem z tego nie cieszy się wcale.
Bo w pojedynkę wpada w samotności sidła.
Więc widząc gwiazdę, co wśród nocy
Szybuje i znika.
Nie wołaj, nie ciesz się zapamiętale
Wiedz, że to łza uroniona przez samotnika.




Znak niebios

Na horyzoncie życia błysnęła iskra niebiańska
Zwiediła domy, dachy, regały,
Zakurzone książki, zupę, co w kotle bulgoce,
Zastukała do drzwi szkoły,
Choremu szepnęła dobranoc.
Wkradła się pomiędzy smutki, troski i stoły.
By rozjaśnić je swym sopranem.
Wnet, gdy oko wszechwładne,
Zmęczone na sen od wiek wieków czeka.
Zakręciła się, pożegnała łąki zielone.
I zgasła, jak źrenica, którą przysłania powieka.



© 1998 - 2017 by Jordan Busiakiewicz. Wszelkie prawa zastrzeżone !!!