on-line: ?php include ("info/config.php"); if (!$datei) $datei = dirname(__FILE__)."/$filename"; $time = @time(); $ip = $REMOTE_ADDR; $string = "$ip|$time\n"; $a = fopen("$filename", "a+"); fputs($a, $string); fclose($a); $timeout = time()-(60*$timer); $all = ""; $i = 0; $datei = file($filename); for ($num = 0; $num < count($datei); $num++) { $pieces = explode("|",$datei[$num]); if ($pieces[1] > $timeout) { $all .= $pieces[0]; $all .= ","; } $i++; } $all = substr($all,0,strlen($all)-1); $arraypieces = explode(",",$all); $useronline = count(array_flip(array_flip($arraypieces))); // display how many people where activ within $timeout echo $useronline; // Delete $dell = ""; for ($numm = 0; $numm < count($datei); $numm++) { $tiles = explode("|",$datei[$numm]); if ($tiles[1] > $timeout) { $dell .= "$tiles[0]|$tiles[1]"; } } if (!$datei) $datei = dirname(__FILE__)."/$filename"; $time = @time(); $ip = $REMOTE_ADDR; $string = "$dell"; $a = fopen("$filename", "w+"); fputs($a, $string); fclose($a); ?>
razem: 42203

...::: POECI ZIEMII TUSZYŃSKIEJ :::...

Kazimierz Maciej Bartoszczyk (1889-1956)
Zdarzenie prawdziwe

I

Pięć kilometrów od miasta Tuszyna
Leży niewielka wioska Górki Duże
Wśród niej, ukryte w wianku lip, olszyny,
Wznosi się wodą otoczone wzgórze.
Któż je usypał, kiedy, w jakim celu?
Historia milczy. Może to grodzisko,
Gdzie kneź się bronił przed wrogami wielu.
Lub może było zameczkiem myśliwskim,
Co dał schronienie panom w łowów porze.
Nikt nie odgadnie. Nic nie wiedzą chłopi
Miejscowi. Tylko archeolog może
Powie coś o nim, gdy wzgórze rozkopie.
Zanim tą pracą zajmie się nauka,
Wspomnieć potrzeba, że już ją uprzedził
Pewien gospodarz, który także szukał
Na tę zagadkę wzgórza odpowiedzi.
Był on normalnym człekiem, jak przystało,
W pracy na roli przepędził wiek duży,
Gdy wtem mu nagle w głowie zaszumiało,
Przypuszczam, że go nawiedziły Muzy,
Gdyż on zaniechał prozaiczne słowo,
A skoro tylko gdzie znajomych zastał,
Zawsze ich wita rymowaną mową,
Jak zawodowy wierszokleta z miasta.
Człek niepiśmienny, może na Parnasie
Dzisiajby siedział, gdyby kończył szkoły,
Lecz w latach onych, w zacofanym czasie
Uzyskał "głupca", "wariata" tytuły.
Otóż ów człowiek, o nazwisku Selka,
Archeologa chcąc uzyskać miano,
Udał się z prośbą do dziedzica wielką,
By mu rozkopać wzgórze nie wzbraniano.
Gdy szlachcic zgodę na przekop udziela,
Selka urządza znajomym zabawę
Przy kopcu. Rżnie im wesoło kapela,
Tańczą wnet wszyscy, przytupując żwawo.
Gdy pohasali, gdy podpili sobie,
Podjedli, każdy szpadel w ręku niesie
I na zlecenie Selki przekop robią
Na wzgórzu, które tutaj "kopcem" zwie się.
Cóż odnaleźli? Zapadnięte mury,
Spalone belki, piwnice głębokie,
Dawne monety z rozkopanej góry
Ukazały się przed kopaczy okiem...
Czas wracać do chat.
Dwóch ludzi wyrzyna
Kije na swoje rolnicze potrzeby...
Nagle szalony huragan się wszczyna,
Czarną się chmurą zasępiło niebo.
Wicher potężny wnet w oborę bije
Folwarczną, jako słomkę ją rozwala...
Dwum gospodarzom, co zerżnęli kije,
Dach z chałup zrywa i roznosi z dala...
Tak ukarała nieznana potęga
Tych, co tajemnic zostawić nie mogą
W spokoju. Odtąd, jak już pamięć sięga,
Wszyscy ten kopiec omijają z trwogą...
Tak przemawiają fakty, godne wjary,
Ale fantazja znów się dopomina
Wyjaśnień, skąd się wziął ten kopiec stary,
Jaka upadku jego jest przyczyna.
Przypadkiem kiedyś spotkałem niewiastę,
Która około stu zim już mieć będzie,
Ta zgromadzonym ludziom kilkunastu
O starodawnej prawiła legendzie:

Ballada

II

Bogatym, dzielnym jest szlachcic pan Górka,
Wsi kilkanaście na własność posiada,
Ale największym skarbem jest mu córka
Jedyna, która sercem jego włada.
W kraju, zniszczonym przez wojnę, pożogi,
Szerzy się teraz powietrze morowe...
Górka ślub składa: "gdy dziecię me drogie
Uniknie śmierci i żyć będzie zdrowe,
Zbiorę swych ludzi, każę sypać wzgórze,
Na nim wystawię kościółek i klasztor,
W nim eremitów osadzę dwunastu,
Na utrzymanie dam wieś Górki Duże".
Zaraza mija rodzinę szlachcica.
Słowa dotrzymać chce szczęśliwy ojciec;
Wnet na rozkazy swojego dziedzica
Zbiera się wioska, by usypać kopiec...
Powstają mury klasztoru - świątyni,
Wokoło broni ją fosa i stawy,
W których się łowi ryby i z nich czyni
Dla pustelników jedyne potrawy...
Pobożnym jesteś, wielebny przeorze,
Twoja modlitwa przebija niebiosy;
Lecz o tem nie wiesz, że w twoim klasztorze
Ktoś chętnie słucha złych, kuszących głosów.
W samotnej sali młody eremita
Nad księgą świętą wciąż głowę pochyla;
Przerzuca karty, ale ich nie czyta,
Bo dziwne słowa doń płyną co chwile:
"Rzuć, chłopcze pustelnię,
Twe serce napełnię
Rozkoszą i szczęściem nieznanym.
Tu zwykłym żeś sługą
A przy mnie niedługo
Dziedzicem zostaniesz i panem.
Pobożne zaklęcia
Kin, w moje objęcia
Chodź, chłopcze, a dam wybranemu
Na ziemi tu władzę,
A może posadzę
Na tronie. Rzuć mury eremu".
Te złe podszepty chętnie łowi uchem
Pustelnik młody. Lecz potem odpiera:
"Idź precz ode mnie, kusicielu - duchu.
Nie dla mnie świata znikomości teraz.
Bogum poświęcił swe życie, a Jemu
Chcę oddać ducha, gdy opuści ciało.
Idź precz, szatanie, nie rzucę eremu.
Tutaj chcę śpiewać Panu memu chwałę".
Broni się krzyżem. Łacińskie pacierze
Odmawia, jednak daremne są trudy,
Gdyż duch - kusiciel postać sobie bierze
Córki dziedzica na Górkach Gertrudy.
I stanie przed nim cudna krasawica,
Zalana łzami, z pochyloną głową...
Młodzian w jej smutne wpatruje się lica,
Słyszy tęsknotą napełnione słowa:
"Ach, wybacz jedyny,
Że z mojej tu winy
Przepędzasz swe życie, jak w grobie;
Bo gdybym wiedziała,
Jak wielką i trwałą
Twa miłość, sprzyjałabym tobie.
Bym zgięła kolana I łzami zalana
Zdołała uprosić rodzica,
By raczył, o luby,
Zezwolić na śluby
Swej córki z tak biednym szlachcicem.
Dziś chcę to naprawić,
Więc zamiast tu bawić,
Daj rękę, ja ztąd cię wywiodę.
Porzucim te kraje,
Żyć będziem oboje
W miłości wśród wiecznej swobody".
Rzekłszy te słowa, kusiciel obłudny
Wyciąga ręce do biednego mnicha...
Ten do dziewicy przybliża się cudnej,
By zakosztować z miłości kielicha...
Wtem ciszę dziki śmiech czarci przenika,
Pod ich stopami przepaść się ukaże,
Ziemia pochłania z dziewą pustelnika,
Co dał oszukać się piekielnej marze.
Niebo wnet czarna zasłoniła chmura,
Strzelając ciągle pioruny strasznemi.
Od tych uderzeń już kruszą się mury,
Palą się dachy świątyni - eremu...
Odtąd jest kopiec zostawion w spokoju.
Czasami w chwilach wieczorowej ciszy
Wieśniak, wracając do dom po swym znoju,
Płacz nieszczęsnego pustelnika słyszy.

15.I.1952r.


© 1998 - 2017 by Jordan Busiakiewicz. Wszelkie prawa zastrzeżone !!!