on-line: ?php include ("info/config.php"); if (!$datei) $datei = dirname(__FILE__)."/$filename"; $time = @time(); $ip = $REMOTE_ADDR; $string = "$ip|$time\n"; $a = fopen("$filename", "a+"); fputs($a, $string); fclose($a); $timeout = time()-(60*$timer); $all = ""; $i = 0; $datei = file($filename); for ($num = 0; $num < count($datei); $num++) { $pieces = explode("|",$datei[$num]); if ($pieces[1] > $timeout) { $all .= $pieces[0]; $all .= ","; } $i++; } $all = substr($all,0,strlen($all)-1); $arraypieces = explode(",",$all); $useronline = count(array_flip(array_flip($arraypieces))); // display how many people where activ within $timeout echo $useronline; // Delete $dell = ""; for ($numm = 0; $numm < count($datei); $numm++) { $tiles = explode("|",$datei[$numm]); if ($tiles[1] > $timeout) { $dell .= "$tiles[0]|$tiles[1]"; } } if (!$datei) $datei = dirname(__FILE__)."/$filename"; $time = @time(); $ip = $REMOTE_ADDR; $string = "$dell"; $a = fopen("$filename", "w+"); fputs($a, $string); fclose($a); ?>
razem: 42200

...::: PASJONACI - HOBBYŚCI :::...

Trwać przy korzeniach
- Chcecie poznać ciekawych ludzi, znaleźć interesujące tematy? - mówi znajomy - wybierzcie się do państwa Okasów w Zofiowce.

Korzystam z podpowiedzi i wkrótce jadę na pierwsze spotkanie. Wita mnie sympatyczny, starszy pan, a widząc mój zachwyt nad otoczeniem, zaprasza na spacer po ogrodzie. Wszędzie kobierce pięknych, puszystych trawników. W pobliżu bramy, wśród krzewów, kilka oryginalnych rzeźb, mówiących o pasji gospodarza. Dalej ozdobny skalniak z ciekawymi okazami roślin, warzywnik, gdzie królują dorodne borówki amerykańskie, w pobliżu plantacja aronii z ogromną ilością wyjątkowo dorodnych owoców, pasieka i uroczy zakątek wśród okazałych iglaków, gdzie odwiedzający latem goście mogą rozbić namiot. A wszystko otoczone wspaniałym lasem, który miejscami wdziera się aż na działkę.

- Ta posiadłość to spadek po moim teściu, Józefie Trzebskim, który przez wiele lat był tu leśnikiem.

Miałam szczęście znać przed laty pana Trzebskiego, bardzo przystojnego brodacza, w eleganckim mundurze, wspaniałego gawędziarza. Niestety już nie żyje. Z boku działki, tonący w różach niewielki domek, z wyrzeźbionym napisem OKASÓWKA, do którego zaprasza przemiła gospodyni - pani Bożena Okasowa.



Rzeźby są dosłownie wszędzie. W ogrodzie...
fot. Jordan Busiakiewicz

Po krótkiej, wesołej rozmowie, czuję się jak u przyjaciół, których znam od lat. Pani domu oprowadza po stylowo urządzonych, pięknie wykończonych drewnem pomieszczeniach. Nie widzę niczego tylko rzeźby, rzeźby, rzeźby... Są wszędzie, w każdym pomieszczeniu: na ścianach, półkach, meblach - niezliczona ilość przeróżnych postaci ludzkich. Zwyczajni, prości ludzie, przeważnie wieśniacy z sumiastymi wąsiskami i brodami, jedni łysi inni z dorodnymi czuprynami, czasem w zabawnych kapeluszach na głowach; są wiejskie baby w chuścinach, muzykanci, zakonnicy, święci, ale i figlarne diabliki. Całe postacie, popiersia, lub tylko głowy. Niezwykłe i niepowtarzalne. Można je podziwiać godzinami, patrzeć na przeróżne twarze, odgadywać typy ludzkie, ich stany psychiczne i nastroje. Wszystkie pokryte piękną polichromią - co jak objaśnił pan Władysław - jest specjalnością małżonki. Ona podkreśla urodę, czar, zadumanie.



...i w domu
fot. Jordan Busiakiewicz

Pani Bożena częstuje aromatyczną herbatą i słodkimi wypiekami. Oglądamy fotografie rodzinne, a gospodarz snuje barwne opowieści. Początkowo o wojnie, w której zginęli dwaj bardzo młodzi Trzebscy, 19 - letni Jasiek i 21 - letni Zbyszek, o odszukaniu ich grobów na Białorusi w 50 lat po śmierci, później o białoruskich Polakach, o podróżach po świecie, a każdy temat, to materiał na oddzielny artykuł.

Proszę, by zechciał opowiedzieć coś o sobie. Po chwili namysłu mówi:

- Urodziłem się we wsi Jadowniki koło Tarnowa. Ukończyłem studia i rozpocząłem pracę w szkole. Początkowo w podstawowej, później średniej, a następnie przez wiele lat w Studium Nauczycielskim w Łodzi, gdzie byłem najpierw zastępcą a potem dyrektorem. Pracowałem także w Instytucie Kształcenia Nauczycieli, szkoliłem wielu młodych metodyków, hospitowałem wiele zajęć praktyczno-technicznych, które zawsze mnie pasjonowały. Ale wówczas była praca i na własne przyjemności brakowało czasu.

- Kiedy przeszedłem na emeryturę, organizowałem ośrodek gimnastyki korekcyjnej dla dzieci, gdzie byłem społecznym dyrektorem. Z czasem znalazły się etaty, przekazałem to innym i wreszcie trochę czasu dla siebie. Marzyłem, by robić coś interesującego. Spróbowałem rzeźby.

- Początkowe prace były bardzo proste, ale przybywało doświadczenia. Z czasem kwestia innego spojrzenia na drewno zacząła dawać możliwość lepszego wyrazu. Rzeźbię w lipie, trochę w brzozie i tylko małe figury, gdyż te nie wymagają specjalnego warsztatu. Wystarczy parę dłutek, nożyków i noży, zaciszny kątek i wiele cierpliwości. Rzeźbię dla satysfakcji, relaksu i wypełnienia wolnego czasu.



Tryptyk wykonany przez pana Władysława
fot. Jordan Busiakiewicz

- Najwdzięczniejszymi odbiorcami są dzieci. One bardzo trafnie odbierają rzeźbę, określają jej urok, piękno i... często dostają w prezencie. Są i starsi miłośnicy, którzy czasem wypraszają. Ponad 200 rzeźb wyjechało do Anglii, Francji, Stanów Zjednoczonych, Kanady. W większości były to prezenty. Sprzedaż jest zaledwie śladowa.

- Tematów szukam we wspomnieniach z dzieciństwa, w literaturze, w życiu codziennym. Chcę utrwalić to, co odchodzi. Dlatego rzeźbię kobiety wiejskie - ot, choćby ta, robiąca masło w kierzonce, muzykantów, kapelę. Chcę przez rzeźbę ocalić pewne rzeczy od zapomnienia.



Płaskorzeźby pokrywają także ściany mieszkania...
fot. Jordan Busiakiewicz

- Gromadzę także różne proste, wiejskie przedmioty i narzędzia. Zamierzam utworzyć skansen, aby młodzi ludzie mogli je obejrzeć, poznać, a w konsekwencji uczyć się historii, kultury. - Mam sochę, międlicę, cierlicę, szczotki do czesania lnu, kamienie od żarn, pługi, brony, kołowrotki, lampy, żelazka, moździerze. Myślę, że wkrótce to wyeksponuję i udostępnię zainteresowanym.

- W przeciwieństwie do wielu - nie kryje pan wiejskiego pochodzenia?

- Wręcz przeciwnie. Jestem bardzo związany z moją wioską i jej mieszkańcami. Przekazałem im wiele rzeźb, utrwaliłem wielu sąsiadów i znajomych. Jedną z moich książek, a wydałem ich kilka, poświęciłem właśnie rodzinnej wsi - JADOWNIKOM.

Na pożegnanie, ku miłemu zaskoczeniu - otrzymuję dwie rzeźby - wiejską madonnę i diablika OKASA. Dziękuję za ciekawą rozmowę. Odjeżdżam w przekonaniu, że wkrótce spotkamy się ponownie.

Emilia Cicha

© 1998 - 2017 by Jordan Busiakiewicz. Wszelkie prawa zastrzeżone !!!